O autorze
dr Magdalena Wichrowska – filmoznawczyni i filozofka, ex-naczelana „Musli Magazine”, autorka książek "Szukając prawdy. Problem poetyki w polskim filmie dokumentalnym po roku 1989" i "Toruń. Miasto kobiet" oraz programu edukacji filmowej Movie Mówi Project

Premiery i podsumowania. Co dobrego w kinie?

Nowy film Mii Hansen-Løve trafi do polskich kin w połowie sierpnia
Nowy film Mii Hansen-Løve trafi do polskich kin w połowie sierpnia MFF T-Mobile Nowe Horyzonty
W niedzielę zakończył się we Wrocławiu 16. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty. Poza licznymi przeglądami i pokazami przedpremierowymi głośnych tytułów tego roku filmy rywalizowały w pięciu sekcjach konkursowych: Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty, Międzynarodowym Konkursie Filmy o Sztuce, Konkursie Polskich Filmów Krótkometrażowych, Konkursie Europejskich Filmów Krótkometrażowych oraz Konkursie Powiększenie. Kto wygrał? Na jakie premiery warto czekać?


W Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty jury w składzie: Mania Akbari, Gust Van den Berghe, Adrian Sitaru, Magnus von Horn, Sandrine Marques przyznało Grand Prix filmowi „Ostatnie dni miasta” w reżyserii Tamera El Saida. Nagrodę FIPRESCI otrzymał obraz Felipe Guerrero „Mroczne Bestie”. Nowohoryzontowa publiczność doceniła obraz Michała Marczaka „Wszystkie nieprzespane noce”. W Międzynarodowym Konkursie Filmy o Sztuce jury w składzie: Mads Mikkelsen, Kirill Sorokin, Crystal Moselle, Francesco Clerici, Agnieszka Zwiefka nagrodziło film „Magiczna substancja we mnie” Jumany Manny. Wyróżnienie otrzymał obraz „Bardzo romantycznie” w reżyserii Melissy Dullius i Gustavo Jahna. W Konkursie Polskie Filmy Krótkometrażowe wygrał film „Nauka” Emi Buchwald. W Konkursie Europejskie Filmy Krótkometrażowe pierwsze miejsce ex aequo otrzymały filmy: „Ze wszystkimi naszymi aparatami” Miguela Lópeza Berazy oraz „Kwassa Kwassa” Tuana Andrew Nguyena i duńskiego kolektywu Superflex. W sekcji konkursowej Powiększenie nagrodę zgarnął film „Goran the Camel Man” Marcina Lesisza.

Poza oficjalnymi konkursami – jak to na festiwalach bywa – każdy przyznaje swoje punkty, spisuje długą listę filmowych olśnień i krótszą rozczarowań. Do tych pierwszych bez wątpienia mogę zaliczyć odkrycie tej edycji festiwalu, trzygodzinny obraz „Sieranevada” Cristi Puiu. Ta fantastyczna psychodrama, rozgrywająca się między kuchnią a salonem, przez intymny portret rodziny dyskretnie kreśli emocjonalny pejzaż współczesnej Rumunii. Innymi środkami i nieco grubszą kreską (co nie znaczy, że mniej celnie i fascynująco) o społeczną diagnozę Rumunii pokusił się nagrodzony w Cannes za reżyserię Cristian Mungiu obrazem „Egzamin”.

Polskie kino zdobyło moją uwagę ciekawymi portretami pokoleniowymi. Przemysław Wojcieszek, który rozczarował mnie swoimi poprzednimi dwoma filmami, na nerwie i ze swadą wrócił do tego, co w kinie wychodzi mu najlepiej – ironicznego, szczerego i bezkompromisowego portretu młodych ludzi. Jego bohaterowie ponownie są uwikłani w rzeczywistość, w paranoicznej gorączce społeczno-politycznej szukają jakichś punktów odniesienia, a ich „Polska” to wielogłos – bez identyfikacji, bez wspólnoty, którą próbują reanimować przez spotkanie z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Z kolei „Wszystkie nieprzespane noce” Michała Marczaka to wciągający eksperyment formalny, na granicy fabuły i dokumentu, który dla widza oddalonego od gorączki warszawskich nocy i młodocianych hipsterów jest czymś na kształt spotkania z UFO. Marazm, apatia, nuda, powtarzalność, estetyzacja, teatr póz nie brzmią zachęcająco, a jednak nie pozwalają zasnąć i odwrócić wzroku. Na marginesie filmowo-pokoleniowych portretów warto wspomnieć o obrazie Benjamina Dickinsona „Creative Control”. To wyobrażony portret generacji niedalekiej przyszłości, której jeszcze nie ma i już trochę jest. Koniec cywilizacji opartej na relacji face to face to przednia satyra na rzeczywistość, która w ludzkim ułamku jest już naszym udziałem. Pełno tu radykalizmu, walczących ideowców i przerysowanych postaci, których nie brakuje w prywatnym pejzażu naszych mediów społecznościowych.

W tym roku nie zawiedli mnie mistrzowie kina. Było kilka olśnień i kilka przyjemnych filmowych flashbacków. Moim absolutnym faworytem jest najnowszy obraz Bruno Dumonta „Martwe wody”. To pierwszorzędna, lekka jak piórko i pusta jak bańka mydlana komedia w gwiazdorskiej obsadzie, która bawi od pierwszej do ostatniej sekundy. „Mały Quinquin” zagubiony w anturażu belle epoque, jeszcze bardziej zabawny i szalony! Ostatnie słowo pasuje jak ulał do kolejnego nowohoryzontowego powrotu. Park Chan-wook w swoim ostatnim obrazie „Służąca” zręcznie żeni kino gatunków z przeżyciem intelektualnym i rozkoszą wizualną, myli tropy, wciąga widza w serię intryg i zostawia z poczuciem spełnienia, niezależnie od tego, czy wybieramy się do kina na rasowy thriller, lesbijskie love story, czy też feministyczny pocisk. Tej lekkości i wieloznaczności zabrakło najnowszym obrazom mistrzów europejskiego kina. „Ja, Daniel Blake” Kena Loacha mimo fantastycznych bohaterów i emocjonalnego nokautu rozczarowuje tonem publicystycznym. Zbyt grubą kreską w obrazie „Nieznajoma dziewczyna” bracia Dardenne odmalowują pejzaż społeczny Belgii, ale doprawdy jest on bez znaczenia przy popisie aktorskim fenomenalnej Adèle Haenel, która nie schodzi z ekranu. Nie zaskakuje, ale też nie rozczarowuje nowy/stary Almodóvar.

Wielu twórców filmów prezentowanych na MFF T-Mobile Nowe Horyzonty sięgnęło po temat rodziny. Obok wspomnianych już przeze mnie silnych reprezentantach kina rumuńskiego, warto wspomnieć o Asgharze Farhadim i jego najnowszym obrazie „Klient”, który jest wstrząsającym portretem rozpadu małżeństwa. Na drugim biegunie emocji rodzinnych sytuuje się obraz „Mając 17 lat”. André Téchiné proponuje nam przyzwoite kino inicjacyjne, z niezłym portretem rodzinnym, który momentami jest dużo ciekawszy od miłosnych udręk nastolatków. Ciekawą propozycją filmową jest też najnowszy kinoeksperyment Pawła Łozińskiego „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”, wykraczający poza granice dokumentu i otwierający dyskusję na temat relacji dorosłych dzieci z rodzicami. Definicję rodziny poszerzył w tym roku Thomas Vinterberg, przenosząc widza do lat 70. Jego „Komuna” to doskonałe kino środka, świetnie wyważone i zagrane. Bez szarży, bez histerii, a jednak z emocjonalnym nokautem i świetną rolą Trine Dyrholm. W tym miejscu warto dodać, że to postacie kobiece były jasną i silną stroną 16. edycji nowohoryzontowego kina. Doskonałym tego przykładem jest zbiorowy kobiecy portret w najnowszym obrazie Tomka Wasilewskiego „Zjednoczone Stany Miłości”, który od minionego piątku można oglądać w polskich kinach, oraz intymne trzęsienie ziemi w najnowszym filmie Mii Hansen-Løve „Co przynosi przyszłość” z genialną rolą Isabelle Huppert.

Last but not least mini przegląd filmowych rozczarowań i szalonych pomysłów. Zacznijmy od tych pierwszych. W trójce moich prywatnych zawodów znalazły się: pretensjonalny „Boris bez Béatrice” Denisa Côté, wydmuszka „Neon Demon” Nicolasa Windinga Refna i nieśmieszny, zrobiony grubą kreską suchar „Toni Erdmann” Maren Ade. Przejdźmy do mniej lub bardziej szalonych pomysłów. „Viva” Anny Biller to genialna i przezabawna wariacja na temat kina sexploitation. Tej lekkości i szaleństwa zabrakło autorce w innym prezentowanym we Wrocławiu obrazie „Czarownica miłości”. Nie rozczarował natomiast groteskowy „Oślizgły dusiciel” Jima Hoskinga, który bezceremonialnie poszerzał granice dobrego smaku i filmowej wyobraźni. Formalnie prosty, ale ciekawy pomysł pokazał we Wrocławiu Paolo Genovese. Jego „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” to jedna z najczęściej dyskutowanych przez wrocławską publiczność historii. No właśnie, a czy Wy pokazalibyście znajomym co macie w swojej „czarnej skrzynce”, czyli smartfonie? I nie mam na myśli nowohoryzontowej aplikacji.
Trwa ładowanie komentarzy...